Tag: Fotografia ślubna
Karolina i Karol – zapowiedź reportażu ślubnego
by pawelkaniuk on gru.07, 2009, under Fotografia ślubna
Doświadczenie pokazuje, ze ślub, niezależnie od pory roku i stereotypów, może być piękny i przeżyty z radością. Kilka kadrów zapowiadających materiał z uroczystości…
















Oj działo się, działo… Długo by opowiadać
Ale już niedługo cała opowieść.
Ola i Krzysztof – fotografia ślubna Zamość
by pawelkaniuk on lis.14, 2009, under Fotografia ślubna
Całkiem niedawno dane mi było fotografować Młodą Parę w Zamościu. Urocze miejsce, urocza para – dobrze mi się tam pracowało.

W domu było już wszystko przygotowane.

Babcia …



W tym samym czasie Pan Młody dokonywał niezbędnych zabiegów upiększających, załatwiając przy tym tysiące niecierpiących zwłoki spraw.


Do ślubu wiozła Młodych świetnie wyposażona limuzyna.

Kościół oczywiście przystrojony na biało…

…z niezwykłą figurą Chrystusa ukrzyżowanego…

…a Młodzi z czerwonymi, gustownymi dodatkami.






Wesele weselem, ale koniecznie trzeba było zajrzeć do piekarni i skontrolować czy wszystko jest w porządku


Pracownikom trzeba było jednak troszkę pomóc

Ale potem to już tylko zabawa do białego rana!

Serdecznie pozdrawiam moją Parę z Zamościa mając nadzieję na kolejne spotkania w przyszłości
Ps. Na blogu tylko kilka migawek z tego dnia – adres do pełnej galerii dostępny u Oli i Krzyśka.
Ula i Tomek – zdjęcia ślubne
by pawelkaniuk on paź.20, 2009, under Fotografia ślubna
To był termin przechwycony: jedna para zrezygnowała, za to druga skorzystała z okazji i zdobyła dobrego fotografa
Bardzo podobało mi się podejście Panny Młodej, dla której różne przeciwności były tylko mało znaczącymi epizodami, nie mogącymi w niczym przesłonić piękna tego dnia.
A wszystko zaczęło się od przygotowań w Exclusive Make-up Atelier.

A w domu malutka niespodzianka – prześliczna córeczka Uli, która dzielnie towarzyszyła mamie podczas przygotowań i była jak mała dobra wróżka wywołująca uśmiech na twarzy.


Mmomenty, w których nie można się obyć bez pomocy teścia ![]()

Kościół św. Eliasza przywitał nas promieniami zachodzącego słońca.





Tomek potrafił zmrozić spojrzeniem, ale chwilę później promieniał w uśmiechu.


Czy byli wśród nas święci?





Była też płonąca świnia - bardzo smaczna zresztą ![]()


Dzieci bawiły się pod czujnym okiem tatusia ![]()


Czy tort był smaczny? …był! ![]()

Na koniec pozdrawiam wszystkich gości weselnych, szczególnie tych z daleka i mam nadzieję do zobaczenia
Małgorzata i Sebastian – szalona para – szalone zdjęcia
by pawelkaniuk on paź.18, 2009, under Fotografia ślubna
Końcówka sezonu, mnóstwo pracy, ogrom obróbki – ale trzeba też dbać o swojego bloga. Kilka migawek ślubnych niech będzie zadośćuczynieniem dla stałych odwiedzających i zachętą dla nowych.
Siostra Panny Młodej doglądała wszystkiego osobiście.

Z mężem i bratem dbali o zapewnienie dobrej atmosfery i rozluźnienie emocji.

Ubieranie Młodego trwało tylko chwilkę…

Natomiast Panna Młoda – to zupełnie inna historia


Rodzice czekali… i czekali… jak na szpilkach.

A Młoda wyczekiwała najodpowiedniejszej chwili na wejście.

Po błogosławieństwie już tylko droga do kościoła i moje ulubione zdjęcie samochodowe.

A potem bajecznie kolorowy kościół Andrzeja Boboli w Lublinie.



I w końcu wesele – trochę całuśne…

…szalone…


…trochę zwariowane…

…z paleniem cholewek…

…a jak już nie starczyło butów, to i bez nich


…było też refleksyjnie i ze wspomnieniami starych dziejów…

Był też kapitalny zespół z zaciężnym trębaczem – ale im poświęcę oddzielny wpis…

No i tort, który kończył tę bardziej oficjalną część przyjęcia.

I ja tam byłem…
i trochę “fociłem”, ale to już nie mi oceniać. Zachęcam do komentowania.
Plenerowo i bardzo jesiennie
by pawelkaniuk on paź.08, 2009, under Fotografia, Fotografia ślubna, plener
Miało być spokojnie i bajkowo, więc zaczęliśmy kolorowo.

Wkrótce dołączyli do nas rodzice Państwa Młodych i zrobiła się z tego typowa, miła sesja rodzinna. “Sztafeta pokoleń” jak nazwaliśmy ujęcie poniżej, bardzo spodobała się obu parom i nie można było odkryć, która cieszyła się z tych zdjęć bardziej.

Po sesji rodzinnej pożegnaliśmy rodziców i można było przejść do bardziej “przytulnych” ujęć.


To już ostatnie chwile na takie jesienne, kolorowe zdjęcia. Osoby zainteresowane październikową sesją w plenerze proszę o niezwłoczny kontakt – liście długo nie będą czekać
Nietuzinkowy ślub z obstawą motocyklową – zwiastun
by pawelkaniuk on paź.02, 2009, under Fotografia, Fotografia ślubna
Ten dzień i ten ślub z założenia miał być szalony i inny niż wszystkie. I tak było.
Najpierw przygotowania u Niedźwiedzia, którym bacznie przyglądały się dwa koty i pies – ulubieńcy Pana Młodego!

Potem Inez, u siebie odprawiała czary, żeby wyglądać nieziemsko.


Każdy miał swoje tajemnice, do których nie wszyscy byli dopuszczeni…

Oto jedna z nich…

Piękny ślub i promieniejąca Panna Młoda obok Niedźwiedzia.

A po ceremonii mina Pana Młodego i gest Agnieszki – bezcenne! Szczególnie, że przywitał ich ryk motocyklowych silników. Przyjaciele przyjechali specjalnie na tę okazję, żeby odprowadzić Młodych na salę weselną, oddaloną od kościoła o ładnych parę kilometrów.

Jazda przez zatłoczoną Warszawę z taką obstawą, to niezwykłe przeżycie dla kogoś, kto uczestniczy w tym pierwszy raz. Nieważne czy zielone czy czerwone światło – zawsze kilka motocykli wcześniej blokowało skrzyżowanie, tak by Młodzi mogli przejechać bez przeszkód. Oczywiście nikt nie mógł ich wyprzedzić, bo zaraz któryś z motocyklistów blokował delikwenta i zmuszał go do ustawienia się w szeregu za samochodem Młodych.
Niesamowita jazda – mam nadzieję, że będę mógł jeszcze kiedyś w czymś podobnym uczestniczyć

Kolejny szalony moment, to całkowite zablokowanie tunelu na Alejach Jerozolimskich, gdzie zmotoryzowani przyjaciele zostali obdarowani przez Młodych pokaźną ilością weselnej wody ognistej

Potem już bez żadnych przeszkód i w szampańskich humorach jechaliśmy na przyjęcie do Pałacyku w Otrębusach.

A tam zabawa na 100 fajerek i od czasu do czasu, jak to w małżeństwie: On chciał – to Ona nie chciała…

Potem On był w centrum zainteresowania…

Chwilę później Ona przejmowała inicjatywę…

Ale koniec końców i tak wiadomo było, kto jest kierownikiem imprezy

Dziękuję Agnieszce i Jarkowi za dzień pełen wrażeń i kapitalnych ujęć. Na dziś tylko malutki zwiastun, a niedługo przyjdzie czas na pełny materiał z tego wydarzenia, bo warto pokazać tak radosnych ludzi, którzy potrafią się wspaniale bawić i cieszyć chwilą. Tych kilka zdjęć nie oddaje nawet małej części tego co się działo, więc proszę cierpliwie poczekać na resztę, bo wkrótce się pojawi.
Kasia i Andrew – polsko-nowozelandzkie połączenie
by pawelkaniuk on wrz.17, 2009, under Fotografia, Fotografia ślubna
Dwa światy, dwie kultury, dwoje jakże różnych ludzi się spotkało i pokochało.
Ona – rodowita Polka

On – z Nowej Zelandii, a poznali się i mieszkają w… Anglii. Jaki ten świat mały

Podczas gdy Kasia od samego rana, dzielnie przygotowywała się do ceremonii…

Andrew z przyjaciółmi odpoczywał i grał sobie w karty

Ale w końcu przyszła godzina “W” i trzeba było wskoczyć w ślubne ciuszki. Więc oboje udali się do swoich garderób…


On z kolegami i z wielką powagą skupiał się przed ceremonią


Ona z przyjaciółkami dopinała ostatnie guziki w pięknej sukni…


… z welonem.
Fotografia ślubna, fotografia ślubna Lublin, fotograf Paweł Kaniuk
Zgodnie z nowozelandzką tradycją Andrew nie mógł zobaczyć przyszłej małżonki przed ceremonią, więc czekał jak na szpilkach na wejście Kasi.

A ona, nie spiesząc się, przyszła do kościoła prowadzona przez wzruszonego i przejętego Ojca.

A potem już było sakramentalne Tak i Yes.



I już jako małżeństwo wyszli z kościoła obsypani kwiatami.

Podczas przyjęcia nie mogło zabraknąć przemówień, podziękowań…

… i toastów.

A potem – wiadomo: piękny pierwszy taniec i zabawa do rana w towarzystwie zespołu Czaban Band!





Dla mnie też był to ważny dzień, bo pierwszy raz, po kilkutygodniowej przerwie, mogłem już samodzielnie fotografować. Co prawda skorzystałem jeszcze z pomocy Maćka Rukasza, który pracował jako drugi fotograf, zabezpieczając np. przygotowania, które toczyły się równolegle – ale z krótkim i lekkim gipsem mogłem już spokojnie pracować.

O moim zerwanym ścięgnie Achillesa i perypetiach z tym związanych pewnie też coś napiszę, jak znajdę chwilkę czasu między obróbką czekających w kolejce materiałów. Na razie powiem tylko tyle, że kocham moją pracę fotografa ślubnego i nie mogłem już doczekać się chwili, kiedy znowu zacznę wychodzić z aparatem na kolejne zlecenia. Dzięki Bogu ten ciężki czas już za mną.
Na koniec jeszcze raz chcę podziękować Maćkowi, że zgodził się pracować dla mnie podczas kilku ostatnich ślubów. Ale na szczególne słowa podziękowania zasłużyli Monika i Konrad Wasylewscy, którzy, mimo wielu swoich zleceń, wykonali dla mnie, zupełnie bezinteresownie, dwie sesje plenerowe. Wielkie dzięki! Ten fakt jak i postawa wielu moich znajomych fotografów z całej Polski, przywróciło mi wiarę w ludzi i pokazało kapitalną solidarność ludzi z branży fotograficznej.
