Trojaczki – niezwykła sesja rodzinna w prezencie
Napisał Paweł Kaniuk 23 wrz 2011, jako fotografia dziecięca, sesje rodzinne, Sesje rodzinne i dziecięce
Oj wiedziała cioteczka co podarować rodzicom Marysi i trójki uroczych maluszków: Hani, Mikołajka i Filipa w prezencie. Rodzinna sesja zdjęciowa, to był strzał w dziesiątkę! Bo jak tu zrobić sobie zdjęcie całej rodziny
Już przy dwójce dzieci, to jest kłopot, a co dopiero z trojaczkami i starszą latoroślą. Portreciki i zdjęcia w mniejszych podgrupach już były w zbiorach rodzinnych – główne zadanie dla fotografa: portret całej rodziny i wszystkich dzieci. Wydaje mi się, że dałem radę
Będą mieli rodzice kłopot ze zrobieniem ostatecznej selekcji, bo materiał, jaki powstał tego dnia jest rewelacyjny
Wszystko zagrało: dzieci radosne i skore do zabawy, rodzice świetnie nastawieni i przygotowani do sesji, miejsca i rekwizyty już czekały, więc fotografowi pozostało tylko stanąć na wysokości zadania. Czy się udało? Mam nadzieję, że w komentarzach pojawi się odpowiedz – z resztą oceńcie sami… Poniżej kilka moich ulubionych kadrów.
Dzień dobry – zastałem Hanię?
Początek sesji w domu.
Priorytet – cała rodzinka!
Potem portreciki każdego dzieciaczka na pierwszym planie – przecież każdy jest tak samo ważny!
Pogoda dopisała, więc kolejny etap, to zdjęcia w plenerze. Oczywiście priorytety wciąż te same
Wyobraźcie sobie: zsynchronizować całą rodzinę składającą się z czterech osób graniczy z cudem – tu było w 100% działanie łaski Bożej i ogromna pomoc sześciu aniołów stróżów
Ale i tak nie było łatwo utrzymać wszystkich w jednym miejscu – wystarczyła chwila nieuwagi i… szur szur szur…
Potem tatuś zafundował dzieciom loty na małych wysokościach i gdyby nie interwencja fotografa, to trwałoby to do kolacji, a dzieci już zaczynały być głodne
Stara walizka dziadka, to świetny gadżet (jak ktoś ma na zbyciu – proszę o pilny kontakt!)
Malinowa uczta – co się działo powyżej, nadaje się tylko do archiwów rodzinnych
A zaraz potem konieczna była kąpiel i gruntowne szorowanie.
Na koniec jeszcze kilka portretów w różnych konfiguracjach i czas było się żegnać.
Pierwsze koty za płoty – takie doświadczenie, to ważna lekcja na drodze rozwoju fotografa dziecięcego. Mam nadzieję, że sprostałem pokładanym oczekiwaniom…
Ps. Obróbka jeszcze w toku – to tylko mała zajawka…















Wrzesień 23rd, 2011 on 14:36
Oj udalo sie, udalo
Cioteczka jest happy i juz chyba po raz 10 oglada ta sesje….
Wrzesień 23rd, 2011 on 21:43
Gratuluję sesji. Bardzo ładnie, pomysłowo a przede wszystkim sprytnie- bo wszyscy złapani w kadrze
Na pierwszym zdjęciu rodzinki z walizką kompozycja bardzo udana i przemyślana, tylko stopa tatusia odwraca uwagę od kompozycji, no i wyszła wielkości dziecka , szkoda.
Wrzesień 26th, 2011 on 21:00
Ale super. Widać, ze to była świetna przygoda zarówno dla fotografa jak i dla dzieciaków
Wrzesień 29th, 2011 on 22:48
No szacun. Bardzo fajne! Gratulacje!!!!!
Styczeń 16th, 2012 on 11:33
cudne, te nóżki z malinkami i kąpiel boskie